Spontaniczność w improwizacji

Spontaniczność to naturalne reagowanie w scenie. Jest bardziej odruchem emocjonalnym niż racjonalną decyzją. Dlaczego warto być spontanicznym? Przecież – jak się zastanowić: a co złego jest w działaniu z rozmysłem? Przecież w życiu takie działania uchodzą za bardziej wartościowe. Kto np. podejmuje nową pracę bez namysłu? Albo zupełni bez namysłu wychodzi za mąż? Otóż na scenie i w życiu działają mechanizmy podobne, lecz mimo wszystko różne. W życiu decyduje często bilans zysków i strat i gdy na szali spoczywa zbyt wiele, to unikamy ryzyka – zbyt wiele może nas to kosztować. Na scenie inaczej – często atrakcyjne jest to, co zaskakujące, pełne emocji, a nawet głupie. W życiu ważny jest efekt, a w scenie ważne jest samo widowisko. Racjonalizacja w życiu często nam pomaga, natomiast ogałaca nas z widowiska, sprowadzając relacje między aktorami do suchych kalkulacji, dlatego lepiej ogląda się sceny, gdzie improwizatorzy reagują spontanicznie.

Improwizacja teatralna jest działaniem spontanicznym, niejako „zanurzonym” w tu i teraz, ponieważ nie możemy przygotować się na to, co (od)powie nasz partner na scenie, ani zaplanować jego (ani naszej) reakcji. Gdy starasz się okiełznać swoją spontaniczność, by nie popełnić błędu, wówczas scena traci na wartości. Dlatego słynne powiedzenie naszego  teatru improwizacji to „nie myśl dwa razy”, „nie działaj na pokaz”. Zatem: działanie z pomysłem, a nie z rozmysłem!

Spontaniczne działanie nie jest jakąś specyficzną formą działania i podlega tym samym mechanizmom co działanie przemyślane, schemat obydwu opisują podręczniki psychologii:
bodziec – odruch emocjonalny – racjonalizacja – działanie
Czyli np. uszczypnięcie w rękę przez dziewczynę – zabranie ręki – uświadomienie sobie, że jestem w Wielkim Kanionie i to nie sen – zrobienie zdjęcia.
W działaniu spontanicznym jest mniej czasu na racjonalizację, a więcej na działanie i odczuwanie. W danej sytuacji po uszczypnięciu na przykład mogę odepchnąć dziewczynę za to, że mnie uszczypnęła, a ona potknie się i padnie w przepaść, a ja będę ją potem ratować. Zatem zamiast spokojnego zwiedzania mamy serię ludzkich błędów, a im większa spontaniczność, tym więcej błędów. Skąd się biorą te błędy? Z dwóch źródeł. Pierwszym jest myślenie odruchowe, a drugim zwykłe niezrozumienie lub niedosłyszenie. O ile działanie odruchowe może stanowić o uroku sceny, to wzajemne niezrozumienie improwizatorów w scenie jest po prostu błędem technicznym i rzadziej prowadzi do ciekawych scen. Podczas warsztatów improwizacji i rozgrzewek przed występami ćwiczy się koncentrację i uważne słuchanie, by ograniczyć liczbę niepotrzebnych nieporozumień. A co się tyczy samych błędów improwizator, nie powinien za nie biczować. Są one naturalną konsekwencją spontanicznego działania, a dokładniej krótkiego czasu racjonalizacji. Gdy ogarnie mnie w scenie poczucie winy z powodu popełnienia błędu technicznego, wówczas mogę stracić radość z gry i wypaść ze świata scenicznego. Zatem bądź spontaniczny, pracuj nad uważnym słuchaniem, ale nie przejmuj się błędami!

 

Autor: Daniel Siedlecki